Mennonicki Ślad

Było Oleśno oraz Aniołowo czas na ostatnią wycieczkę z cyklu szkoleń dla początkujących blogerów. Kolejny Diament Krainy Kanału Elbląskiego to wieś Władysławowo, w okolicach Elbląga. Startowaliśmy z elbląskiej starówki, gdzie w zamieszłych czasach trakty prowadziły ,aż do Władysławowa. Część tych dróg dalej istnieje, ale już tylko krótkim odcinkami poza granicami miasta. W ten piękny dzień ruszyliśmy rowerami wzdłuż kanału Jagielońskiego i Nogatu następnie drogą techniczną nr 7. Robiąc koło do Władysławowa ,gdzie dawniej granice miasta sięgały ,aż tu.

Władysławowo.

Menonnici, kto taki?

Na miejscu czekała na nas Ela Mieczkowska przewodnicząca inicjatywy “Mennonickich Inspiracji“. Była ubrana w inspirowany mennonitami strój. Dummnie ugościła nas w swoich skromnych progach. A gościniec był zacny, uginający się stół z dżemami, owocami , rogalikami, kompotem oraz przepysznymi naleśnikami z twarogiem i rodzynkami. No same pyszności dla takiego łasucha jakim jestem.

Ela Mieczkowska w stroju Mennonickim. Władysławowo.

Przy stole zajadaliśmy się jak prawdziwi Mennonici. Wsłuchiwaliśmy się w historię tego chrześcijańskiego wyznania wywodzącego się z protestantyzmu ,który z czasem żył tutaj na Żuławach. Nazwa pochodzi od założyciela Menno Simonsa. Dlaczego do nas przybyli?

Historia zaczyna się w Holandii w połowie XVI wieku skąd mennonici wyemigrowali z powodu nasilających się prześladowań. Jednym z państw gdzie się udali była Polska, która w tamtym czasie była jedna z najbardziej tolerancyjnych państw w Europie. Po dostaniu praw do ziemi, mennonici zaczęli osuszać ziemie, które wcześniej nie nadawały się do uprawy. Takie właśnie działanie ukształtowało widoczny do dziś krajobraz Żuław. Liczne kanały, wały, terpy, na których budowane były ich domy podcieniowe ,to ich znak rozpoznawczy.

Podczas robienia masła. Władysławowo.

Sami Mennonici cechowali się skromnością, pracowitością, uczciwością oraz łakomstwem. Dokładnie łakomstwem, ubustwiali tłuste mięsa, sery, twarogi oraz ciasta. Kto by nie lubił dobrze zjeść po dobrze wykonanej pracy? My jeszcze nie zaczęliśmy pracować,a już brzuchy pełne. Dlatego bez chwili namysłu zabraliśmy się za warsztaty.

Noś, trzep, kręć

Z oferty warsztatowej jest z czego wybierać. Można było się poczuć jak prawdziwy mennoita przywdziewając ubranie które nosili. Mogliśmy wydoić krowę, tu akurat plastikową, więc nikomu się krzywda nie stała. Ponosiliśmy wiadra z wodą za pomocą nosideł opartych na plecach .Spiłowaliśmy też drewno na ognisko metodą “moja-twoja” oraz wypraliśmy brudy za pomocą tary, wyżymaczki i magla. Oprócz prac domowych wykonywanych dawną techniką zabraliśmy się za makramy pod czujnym okiem specjalistki Martyny Mieczkowskiej.

Makrama.

Potrzeba nam było dużej cierpliwości do zrobienia masła. Bardzo szybko znikał wraz ze świeżutkim chlebem. Maślanka, która powstała po rozdzieleniu śmietany ,smakowała też nieporównywalnie do sklepowych odpowiedników.

Domowe masło. Władysławowo.

Po ciężkiej pracy nastał czas na obiad. Aby go skonsumować , udaliśmy się do pobliskiego Folwarku Żuławskiego. Jest to całkiem nowy dom podcieniowy na tle innych w tej okolicy. W nim samym są dostępne noclegi, ale przeważnie jest wykorzystywany do imprez weselnych lub bali. W nim podano nam kaczkę pieczoną oraz zupę klopsową.

Folwark Żuławski. Władysławowo.

Po obiedzie dane nam było jeszcze wrócić na chwilę do Pani Eli ,aby obejrzeć makietę wiatraka z Wiktorowa, niestety nie istniejącego już od 2001 roku. Zobaczyliśmy również artefakty z zamieszłych czasów, które udało jej się zgromadzić.

Makieta wiatraku w Wikrowie. Władysławowo.

Tak dzień atrakcji kończy się, a wraz z nim mój udział w spotkaniach dla początkujących blogerów. Coś się kończy coś się zaczyna. Już nie długo kolejne wycieczki i relację. Nie mogę się doczekać z wami się nimi podzielić ,a Ty?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.