Pasłęckie Mury

Druga Miejska Wycieczka Rowerowa zaprowadziła grupę rowerzystów do Pasłęka. W nim za cel mieliśmy obrać Pasłęckie mury obronne starego miasta. Co w nich niezwykłego, wyróżniającego je od innych murów w Polsce? Zapraszam do dalszej części relacji.

Stajnia fundacji Końskie Zdrowie w Elblągu.

Za nim jednak wyruszyliśmy z Elbląga, zostaliśmy zaproszeni na kawę i herbatę do stadniny Końskie Zdrowie. Na miejsce, przywieźliśmy ze sobą marchewki i jabłka dla koni. Nie było jednak nam dane ich poczęstować tymi smakołykami, bo każdy koń ma własną dietę rozpisaną na cały dzień. Nasze podarki będą im przekazane później. Będąc w stadninie mieliśmy okazję poznać parę ciekawostek o niej oraz oczywiście o samych jej mieszkańcach. Interesujące były również znajdujące się tu ruiny dawnego wiatraka. Za dużo z niego nie zostało oprócz fundamentów i zniszczonego koła młyńskiego. Taka ciekawostka, że nawet Leszek Marcinkowski nie znał jego historii. Szybko po wycieczce zapoznał nas z informacjami jakie udało mu się na jego temat później znaleźć.

Zapraszam do przeczytania relacji z poprzedniej wycieczki:

Tunel pod Pochylnią

Tunel pod pochylnią

Tunel koło pochylni Oleśnica

Zima w końcu zawitała do nas na dłużej.

Taka prawdziwa z śniegiem i lodem na drogach. Gdzie inni grzeją się przy kominku, ja postanowiłem wziąć udział w pierwszej miejskiej wycieczce rowerowej. Jest to cykl wycieczek rowerowych organizowanych przez Elbląski MOSiR. Akurat zimową porą może nie zachęca do wzięcia w nich udziału, ale im cieplej tym trudności związane z pogodą znikną i będę liczyć na większą frekwencję. Wracając do sedna sprawy. Naszym celem była pochylnia Oleśnica na której oprócz niej mieliśmy zobaczyć tunel ukryty.

Zbiórka odbyła się przy rondzie Kalingrad.

Jechałem na nią z przekonaniem, że zgłoszą się sami zaprawieni w boju rowerzyści, których znam z niejednej już wyprawy. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu pojawiło się kilka nowych twarzy. Brawa dla nich, bo podjęli się sporego wyzwania. Tym wyzwaniem nie było jedynie przejechanie 56 km, ale i nauka jazdy rowerem po lodzie. A sztuka ta nie jest łatwa, bo pomimo, że nie była to moja pierwsza jazda po lodzie i zachowałem maksymalną ostrożność, sam zaliczyłem upadek. Na lód nie ma mocnych, jedynie opony z kolcami radzą sobie na tego typu nawierzchniach bez problemów. Niestety nikt z uczestników nie miał takich na stanie, więc kilka upadków miało miejsce. Na szczęście oprócz siniaków nic poważniejszego się nie stało.

Droga skuta lodem.

Najgorsze lodowisko było zaraz za mostem, przed pochylnią Całuny.

Oblodzoną drogą dojechaliśmy do ścieżki rowerowej przy Jelonkach. Cała grupa zatrzymała się przy sklepie, a ja nie chcąc marznąć udałem się do kościoła w tejże miejscowości. Przykrytego śniegiem, go jeszcze nie widziałem.

Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Jelonkach.

Szkoda, że nie zatrzymałem się przy nim na dłużej. Zdjęcia Leszeka Marcinkowskiego, który wszedł do jego środka (możecie zobaczyć je tu) ewidentnie świadczą o tym, że było warto.

Gdy już wróciłem, grupa zaczęła się powoli już zbierać.  Dalsza droga poprowadziła nas wzdłuż kanału, ścieżką turystyczną Krainy Kanału Elbląskiego.

Droga przy kanale Elbląskim.

Zatrzymaliśmy się przy pochylni Oleśnica by posłuchać parę ciekawostek o tym zabytku techniki, jak i jego otoczeniu, a wszystko to oczywiście dzięki Leszkowi. On to opowiedział nam między innymi o kanale Elbląskim, a także o wyjątkowym akwedukcie biegnącym pod wzgórzem pochylni, na którym staliśmy. Mieliście już okazję go zobaczyć w mojej relacji z wyprawy z Iławy do Elbląga , a teraz zagadka z tamtego filmu została rozwiązana. 

Wiedząc gdzie będziemy,

przed wyjazdem postanowiłem zejść na dół i lepiej nagrać sam tunel. Zejść się udało bez problemu. Przed przejściem przez skrzyżowanie, za barierką, można bezpiecznie zejść do wejścia tunelu.

Wejście do tuneli pod pochylnią.

Szczęście mi sprzyjało bo okazało się, że tunel ma dwa korytarze. Gdzie w jednym z nich nie było wody. Bez problemu udało się przedostać na drugą stronę by móc zobaczyć datę na akwedukcie, której z góry nie było widać.

Tunel z datą 1817.

Z innych ciekawostek, warto wspomnieć o znajdującym się na tej pochylni jedynym w swoim rodzaju skrzyżowaniu. Statek “płynący” po trawie ma tu pierwszeństwo przed samochodem, który musi zaczekać aż statek go minie by móc przejechać na drugą stronę.

Po rozdaniu batoników,

które są na każdej wycieczce doładowaniem dla uczestników, ruszyliśmy w drogę powrotną do Elbląga. Dalej po drogach skutych lodem i pokrytych śniegiem, spod opon dochodził ten przyjemny dla ucha dźwięk gniecionego śniegu. 

Pochylnia Jelenie, górna stacja.

Na sam koniec wycieczki stało się coś niespodziewanego. Jednemu z uczestników urwała się lewa strona kierownicy. I tak bez jej połowy udało mu się dojechać do Elbląga, szacun dla niego. Przy rondzie, skąd ruszaliśmy, zostają podbite książeczki PTTK, które będą brały udział w konkursie. Dokładnie tak jak w poprzednich latach, jeżeli uda mi się zebrać wszystkie lub minimum 7 z 10 wycieczek to może wygram nagrodę.

Trzymajcie kciuki.

Dziękuję uczestnikom za przybycie, za rozmowy i wspólne

Dziękuję uczestnikom za przybycie, za rozmowy i wspólne odkrywanie okolicy. Widzimy się na następnej wycieczce!

Zostaw po sobie ślad w komentarzach jeżeli dotarłeś do końca 😉

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jesienne Barwy

Coraz częściej na naszych termometrach dostrzegamy jak słupek wskazuję okolice zera. To nie odstrasza zaprawionych rowerzystów, ale na szczęście nie nastał taki czas ,aby chować rower. Jeszcze są takie dni gdzie słońce ogrzewa i rozświetla jesienne barwy. Tak właśnie było na przedostatniej miejskiej wycieczce rowerowej.

Las pomiędzy Weklicami a Przezmarkiem.

Goci, Rzymianie i błoto?

Nie stojąc za długo na zbiórce koło ronda Kaliningrad ruszyliśmy swymi rowerami w stronę Weklic ,aby po drodze w Lisewie odwiedzić sklep ” u Bożenki” . Tam zostaliśmy zaopatrzeni w batony i ostre orzeszki ,aby mieć moc na czekające nas podjazdy. Za nim jednak zaczęliśmy wspinać się wyżej, odwiedziliśmy wieś Weklice. O Weklicach pisałem przy okazji wypadu do Aniołowa . Tu tylko wspomnę że, przypadkiem lub nie ruszaliśmy z ronda o nazwie Kaliningrad . Miasto te było częścią szlaku Bursztynowego. Dawni Rzymianie podróżowali aż tu, aby handlować swymi dobrami za bursztyny. Stąd też dawni mieszkańcy tych ziem mieli na wyposażeniu wiele przedmiotów znanych z południa. Goci bo o nich mowa zamieszkiwali te ziemie za czasów imperium rzymskiego i do dziś historycy szukają ich śladów.

Weklice, tablice na ścieżce historycznej.

Po krótkiej ścieżce historycznej oraz przybliżenia nam historii przez Leszka Marcinkowskiego ruszyliśmy dalej w stronę Sierpina. Marek Kamm zaproponował nam przejazd przez leśną ścieżkę do Przezmarka. Cóż to była za przeprawa. Liczne kałuże i wszechobecne błoto mocno urozmaiciło nam przejazd ,a także wybrudziło rowery i buty. Na szczęście las pokazywał nam jesienne barwy dzięki czemu mała “kąpiel błotna” minęła dość szybko.

Jesienne barwy

Na sam koniec dość ekstremalnej przeprawy przez las dostaliśmy piękny widok na Przezmark z mało znanej strony.

Strzał w pizze

Po wytrzepaniu butów i wstępnym przetarciu rowerów ruszyliśmy z Przezmarka do Sołtysa Sierpina. Sołtys ten ugościł nas na swojej posesji ,gdzie zbudował piec chlebowy ,ale nie chlebem nas ugościł ,a pizzą własnej roboty. Składniki i ciasto czekało na nas a nasz zadaniem było skompletowanie pizzy oraz upieczenie jej. Każdy kawałek szybko znikał. Ci którzy nie chcieli się objadać pizzą, mogli postrzelać z łuku do tarczy, pograć w piłkę lub spróbować swoich sił w alkogoglach. Na samej posesji znajduje się również nie byle jakie pole do paintballa z licznymi drewnianymi zabudowaniami i fortem istnym biskupinem. Czas jest nie ubłagany oraz ciasto na pizzę się skończyło, więc trzeba było wracać z powrotem do Elbląga. Założenia powrotnej drogi były inne , ale pełne brzuchy i już dość błota zmieniły nasze plany. Wróciliśmy asfaltem wciąż zjeżdżając z górki, więc zakończenie wycieczki przyjemne.

Postaw mi kawę na buycoffee.to