Pasłęckie Mury

Druga Miejska Wycieczka Rowerowa zaprowadziła grupę rowerzystów do Pasłęka. W nim za cel mieliśmy obrać Pasłęckie mury obronne starego miasta. Co w nich niezwykłego, wyróżniającego je od innych murów w Polsce? Zapraszam do dalszej części relacji.

Stajnia fundacji Końskie Zdrowie w Elblągu.

Za nim jednak wyruszyliśmy z Elbląga, zostaliśmy zaproszeni na kawę i herbatę do stadniny Końskie Zdrowie. Na miejsce, przywieźliśmy ze sobą marchewki i jabłka dla koni. Nie było jednak nam dane ich poczęstować tymi smakołykami, bo każdy koń ma własną dietę rozpisaną na cały dzień. Nasze podarki będą im przekazane później. Będąc w stadninie mieliśmy okazję poznać parę ciekawostek o niej oraz oczywiście o samych jej mieszkańcach. Interesujące były również znajdujące się tu ruiny dawnego wiatraka. Za dużo z niego nie zostało oprócz fundamentów i zniszczonego koła młyńskiego. Taka ciekawostka, że nawet Leszek Marcinkowski nie znał jego historii. Szybko po wycieczce zapoznał nas z informacjami jakie udało mu się na jego temat później znaleźć.

Zapraszam do przeczytania relacji z poprzedniej wycieczki:

Tunel pod Pochylnią

Tunel pod pochylnią

Tunel koło pochylni Oleśnica

Zima w końcu zawitała do nas na dłużej.

Taka prawdziwa z śniegiem i lodem na drogach. Gdzie inni grzeją się przy kominku, ja postanowiłem wziąć udział w pierwszej miejskiej wycieczce rowerowej. Jest to cykl wycieczek rowerowych organizowanych przez Elbląski MOSiR. Akurat zimową porą może nie zachęca do wzięcia w nich udziału, ale im cieplej tym trudności związane z pogodą znikną i będę liczyć na większą frekwencję. Wracając do sedna sprawy. Naszym celem była pochylnia Oleśnica na której oprócz niej mieliśmy zobaczyć tunel ukryty.

Zbiórka odbyła się przy rondzie Kalingrad.

Jechałem na nią z przekonaniem, że zgłoszą się sami zaprawieni w boju rowerzyści, których znam z niejednej już wyprawy. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu pojawiło się kilka nowych twarzy. Brawa dla nich, bo podjęli się sporego wyzwania. Tym wyzwaniem nie było jedynie przejechanie 56 km, ale i nauka jazdy rowerem po lodzie. A sztuka ta nie jest łatwa, bo pomimo, że nie była to moja pierwsza jazda po lodzie i zachowałem maksymalną ostrożność, sam zaliczyłem upadek. Na lód nie ma mocnych, jedynie opony z kolcami radzą sobie na tego typu nawierzchniach bez problemów. Niestety nikt z uczestników nie miał takich na stanie, więc kilka upadków miało miejsce. Na szczęście oprócz siniaków nic poważniejszego się nie stało.

Droga skuta lodem.

Najgorsze lodowisko było zaraz za mostem, przed pochylnią Całuny.

Oblodzoną drogą dojechaliśmy do ścieżki rowerowej przy Jelonkach. Cała grupa zatrzymała się przy sklepie, a ja nie chcąc marznąć udałem się do kościoła w tejże miejscowości. Przykrytego śniegiem, go jeszcze nie widziałem.

Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Jelonkach.

Szkoda, że nie zatrzymałem się przy nim na dłużej. Zdjęcia Leszeka Marcinkowskiego, który wszedł do jego środka (możecie zobaczyć je tu) ewidentnie świadczą o tym, że było warto.

Gdy już wróciłem, grupa zaczęła się powoli już zbierać.  Dalsza droga poprowadziła nas wzdłuż kanału, ścieżką turystyczną Krainy Kanału Elbląskiego.

Droga przy kanale Elbląskim.

Zatrzymaliśmy się przy pochylni Oleśnica by posłuchać parę ciekawostek o tym zabytku techniki, jak i jego otoczeniu, a wszystko to oczywiście dzięki Leszkowi. On to opowiedział nam między innymi o kanale Elbląskim, a także o wyjątkowym akwedukcie biegnącym pod wzgórzem pochylni, na którym staliśmy. Mieliście już okazję go zobaczyć w mojej relacji z wyprawy z Iławy do Elbląga , a teraz zagadka z tamtego filmu została rozwiązana. 

Wiedząc gdzie będziemy,

przed wyjazdem postanowiłem zejść na dół i lepiej nagrać sam tunel. Zejść się udało bez problemu. Przed przejściem przez skrzyżowanie, za barierką, można bezpiecznie zejść do wejścia tunelu.

Wejście do tuneli pod pochylnią.

Szczęście mi sprzyjało bo okazało się, że tunel ma dwa korytarze. Gdzie w jednym z nich nie było wody. Bez problemu udało się przedostać na drugą stronę by móc zobaczyć datę na akwedukcie, której z góry nie było widać.

Tunel z datą 1817.

Z innych ciekawostek, warto wspomnieć o znajdującym się na tej pochylni jedynym w swoim rodzaju skrzyżowaniu. Statek “płynący” po trawie ma tu pierwszeństwo przed samochodem, który musi zaczekać aż statek go minie by móc przejechać na drugą stronę.

Po rozdaniu batoników,

które są na każdej wycieczce doładowaniem dla uczestników, ruszyliśmy w drogę powrotną do Elbląga. Dalej po drogach skutych lodem i pokrytych śniegiem, spod opon dochodził ten przyjemny dla ucha dźwięk gniecionego śniegu. 

Pochylnia Jelenie, górna stacja.

Na sam koniec wycieczki stało się coś niespodziewanego. Jednemu z uczestników urwała się lewa strona kierownicy. I tak bez jej połowy udało mu się dojechać do Elbląga, szacun dla niego. Przy rondzie, skąd ruszaliśmy, zostają podbite książeczki PTTK, które będą brały udział w konkursie. Dokładnie tak jak w poprzednich latach, jeżeli uda mi się zebrać wszystkie lub minimum 7 z 10 wycieczek to może wygram nagrodę.

Trzymajcie kciuki.

Dziękuję uczestnikom za przybycie, za rozmowy i wspólne

Dziękuję uczestnikom za przybycie, za rozmowy i wspólne odkrywanie okolicy. Widzimy się na następnej wycieczce!

Zostaw po sobie ślad w komentarzach jeżeli dotarłeś do końca 😉

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Cmentarz jedenastu Wsi

Podczas ostatniej Miejskiej Wycieczki Rowerowej mieliśmy za cel zobaczenia reliktów dawnych osadników. Miejsce te to cmentarz jedenastu Wsi, które należało do mieszkających kiedyś na Żuławach Wiślanych ludzi. Zanim jednak przybyliśmy na te zapomniane miejsce pochówku musieliśmy stawić opór przed niesprzyjającą pogodą ,która raz za razem przypominała nam , że nastała już jesień. Z Elbląga wyruszyliśmy uśmiechnięci i rozgadani rowerami w stronę Władysławowa, tego pod Elblągiem oczywiście. Mieliśmy tu zawitać do Mennonickich Inspiracji, ale dopiero jak będziemy wracać ,czego jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy.

Dalej drogą techniczną przy nowej drodze nr 7.

Stawialiśmy opór wiatrowi ,który nie raz zawiał tak mocno ,że rów przy drodze nagle było bardzo blisko nas. Pierwsze krople deszczu zaczęły nas schładzać w okolicy Janowa ,bo od tej walki z wiatrem łatwo było się rozgrzać. Od Janowa skierowaliśmy się do Kmiecina ,gdzie pod kościołem z podcieniem zwanym sobotem ,skryliśmy się na chwilę od wiatru i coraz mocniejszego deszczu ,który na szczęście jak szybko się zaczął tak samo szybko się skończył.

Parafia św. Jadwigi Królowej ,Kmiecin.

Lokalny ksiądz zapraszał nas na mszę, ale nie mogliśmy skorzystać z zaproszenia. Musieliśmy dalej jechać już bardziej sprzyjającym wiatrem w plecy do Nowego Dworu Gdańskiego. Skąd już tylko rzut kamieniem do cmentarza jedenastu wsi.

Jedenaście Wsi

Sam cmentarz znajduje się w Żelichowie nieopodal domu podcieniowego Mały Holender ,a także cerkwi PW. Świętego Mikołaja. Cmentarz jak sama nazwa wskazuje jest własnością dawnych mieszkańców z jedenastu wsi z pobliskich terenów. Oprócz tego, że mieści się na małym terenie ponad 80 nagrobków to szczególną uwagę przyciągają kamienne nagrobki Mennonitów. Nagrobki te mają na sobie różne elementy w tym motyla ,co według symboliki Mennonitów znaczy, że zmarła młoda osoba. Zapaliliśmy znicze dla upamiętnienia zmarłych czego Mennonici nie mieli w zwyczaju.

Cmentarz jedenastu Wsi , Żelichowo.

Po wyjściu z cmentarza udaliśmy się do cerkwi ,gdzie ojciec Paweł znany też jako żonaty ksiądz otworzył nam drzwi do świątyni i opowiedział nam jej historie . Świątynia była kiedyś w opłakanym stanie ,wręcz było zagrożenie, że się zawali. Dzięki wsparciu finansowym z różnych źródeł, świątynia stoi do dziś i odkrywa swe niezwykle skarby historii. Od malowideł na suficie po zabytkowe organy. A jak to bywa z takim obiektami, trzeba potężnych zasobów, by móc odbudować i odrestaurować zniszczone elementy przez czas i korniki. Więcej o kościele jak i o bardzo sympatycznym Ojcu Pawle możecie przeczytać tu: https://www.facebook.com/pwpotoczny oraz tu https://www.cyganek.ndg.pl/historia-swiatyni/

Łasuchy Mennonickie

Po wyjściu z cerkwi pożegnaliśmy Ojca Pawła, a także bardzo sympatycznego podróżnika z Austrii, który wraz z rodziną jedzie swoim camperem po Europie. Nas, rowerzystów zaciekawił jego specyficzny rower, którym dał nam się przejechać. Można go śledzić na Instagramie: https://www.instagram.com/ja.ontour/?hl=pl

Nas jednak gonił czas, więc ruszyliśmy w drogę powrotną i dostaliśmy informację , że w Władysławowie czeka na nas ciepły poczęstunek, to tym szybciej kręciliśmy korbami w swoich rowerach. Sztukę tę utrudniał nam wiatr, który po minięciu Marzęcina wzmógł się i wiał w przeciwną stronę niż jechaliśmy. W Władysławowie ciepły poczęstunek został przygotowany przez znaną już Panią Elżbietę Mieczkowską, która poznałem przy okazji projektu dla początkujących blogerów. Więcej o tym w wpisie Mennonicki szlak. Tym razem też przygotowała dla nas istny Mennonicki poczęstunek. Pierna zupa dyniowa wraz z piernikowymi ciastkami z dyni była dla strudzonych drogą rowerzystów strzałem w dziesiątkę. Oczywiście nie zabrakło opowiadań o historii Mennonitów i pytań do Pani Elżbiety oraz do lokalnej przewodniczki PTTK Benity, która wspomogła wiedzą. Obie też były ubrane po mennonicku, więc chłonęliśmy wiedzę na wszelkie sposoby. Po zjedzeniu wszystkich okruchów po ciastkach i zabraniu krówek na drogę ruszyliśmy w stronę Elbląga. Przed ledowym napisem ‘ELBLĄG’ na starym mieście zakończyliśmy ostatnią miejską wycieczkę rowerową w tym roku. Następne odbędą się w przyszłym kalendarzowym. Do zobaczenia na nich. Cześć!

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bez kategorii

Jesienne Barwy

Coraz częściej na naszych termometrach dostrzegamy jak słupek wskazuję okolice zera. To nie odstrasza zaprawionych rowerzystów, ale na szczęście nie nastał taki czas ,aby chować rower. Jeszcze są takie dni gdzie słońce ogrzewa i rozświetla jesienne barwy. Tak właśnie było na przedostatniej miejskiej wycieczce rowerowej.

Las pomiędzy Weklicami a Przezmarkiem.

Goci, Rzymianie i błoto?

Nie stojąc za długo na zbiórce koło ronda Kaliningrad ruszyliśmy swymi rowerami w stronę Weklic ,aby po drodze w Lisewie odwiedzić sklep ” u Bożenki” . Tam zostaliśmy zaopatrzeni w batony i ostre orzeszki ,aby mieć moc na czekające nas podjazdy. Za nim jednak zaczęliśmy wspinać się wyżej, odwiedziliśmy wieś Weklice. O Weklicach pisałem przy okazji wypadu do Aniołowa . Tu tylko wspomnę że, przypadkiem lub nie ruszaliśmy z ronda o nazwie Kaliningrad . Miasto te było częścią szlaku Bursztynowego. Dawni Rzymianie podróżowali aż tu, aby handlować swymi dobrami za bursztyny. Stąd też dawni mieszkańcy tych ziem mieli na wyposażeniu wiele przedmiotów znanych z południa. Goci bo o nich mowa zamieszkiwali te ziemie za czasów imperium rzymskiego i do dziś historycy szukają ich śladów.

Weklice, tablice na ścieżce historycznej.

Po krótkiej ścieżce historycznej oraz przybliżenia nam historii przez Leszka Marcinkowskiego ruszyliśmy dalej w stronę Sierpina. Marek Kamm zaproponował nam przejazd przez leśną ścieżkę do Przezmarka. Cóż to była za przeprawa. Liczne kałuże i wszechobecne błoto mocno urozmaiciło nam przejazd ,a także wybrudziło rowery i buty. Na szczęście las pokazywał nam jesienne barwy dzięki czemu mała “kąpiel błotna” minęła dość szybko.

Jesienne barwy

Na sam koniec dość ekstremalnej przeprawy przez las dostaliśmy piękny widok na Przezmark z mało znanej strony.

Strzał w pizze

Po wytrzepaniu butów i wstępnym przetarciu rowerów ruszyliśmy z Przezmarka do Sołtysa Sierpina. Sołtys ten ugościł nas na swojej posesji ,gdzie zbudował piec chlebowy ,ale nie chlebem nas ugościł ,a pizzą własnej roboty. Składniki i ciasto czekało na nas a nasz zadaniem było skompletowanie pizzy oraz upieczenie jej. Każdy kawałek szybko znikał. Ci którzy nie chcieli się objadać pizzą, mogli postrzelać z łuku do tarczy, pograć w piłkę lub spróbować swoich sił w alkogoglach. Na samej posesji znajduje się również nie byle jakie pole do paintballa z licznymi drewnianymi zabudowaniami i fortem istnym biskupinem. Czas jest nie ubłagany oraz ciasto na pizzę się skończyło, więc trzeba było wracać z powrotem do Elbląga. Założenia powrotnej drogi były inne , ale pełne brzuchy i już dość błota zmieniły nasze plany. Wróciliśmy asfaltem wciąż zjeżdżając z górki, więc zakończenie wycieczki przyjemne.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Niezwykła Stodoła

Kolejna wycieczka zorganizowana przez MOSiR miała nas doprowadzić do Winiarni, a finalnie skończyliśmy w stodole. Dlaczego tak? Już opowiadam wam jak to się potoczyło.

Jelenia Dolina, Jezioro Martwe.

Ruszyliśmy z pętli tramwajowej ,aby później ścieżką rowerową ,wzdłuż ulicy Fromborskiej, dotrzeć do Krasnego Lasu. Tam znaną ścieżką asfaltową dojechaliśmy na Jelenią Dolinę. Las mienił się już w kolorach jesieni, a nam pod kołami szumiał dywan z liści. Na dłuższą chwilę zatrzymaliśmy się nad jeziorem ,aby odpocząć. Mogliśmy też odpłynąć w myślach ,patrząc na spokojną wodę oraz las w tle.

Biała Droga.

Można by, dłużej tu zostać ,ale dzień coraz krótszy. Czas ruszać dalej w stronę Pagórek ,ale nie docieramy do nich, ponieważ przed nimi skręcamy w pole. Zniszczonymi płytami kierujemy się w stronę Białej Drogi, którą dojedziemy do Winnicy. Sama droga jest w trakcie przebudowy, więc ciężko było nią podążać. W samej Winnicy byliśmy chwilę później, bo górek po drodze było mało, więcej zjazdów w dół.

Biała Leśniczówka.

“Żywa” Winiarnia

Koło Winnicy znajduje się Biała Leśniczówka ,która kiedyś należała do Cesarza Wilhelma II jako jego rezydencja leśna. Aktualnie należy do właściciela Winnicy Kadyny. Niestety nie dane nam było przyjrzeć się bliżej ,ponieważ gospodarza nie zastaliśmy. Patrząc po zdjęciach ze strony zywewino.pl mamy czego żałować.

Biała Leśniczówka.

Same winnice prezentują się okazale, rosną tu już od 2013 roku. Pierwsze winobranie miało miejsce w 2017 ,ale dopiero w 2019 było oficjalnie otwarcie Winiarni. Co w nich takiego niezwykłego zapytacie? Przystosowały się do ciężkich warunków i dzięki podlewaniu ich ” żywą wodą” rosną o wiele szybciej niż w innych miejscach w Polsce. Stąd też nazwa “Żywe Wina” od wody, która wzbogaca winorośla  . Jak już pisałem nie dano nam skosztować ich ,ale może Tobie się uda czytelniku. Jeśli tak napisz w komentarzu.

“Katedralna” Stodoła

Drewniana Stodoła, suwnica. Kadyny.

Zjeżdżając w dół do Kadyn nikt z obecnych nie przypuszczał że, to nie koniec atrakcji. No może poza Leszkiem Marcinkowskim, prezesem zarządu PTTK w Elblągu. To właśnie dzięki niemu mieliśmy okazję zwiedzić Największą drewnianą stodołę w Europie, ktora na co dzień nie jest dostępna dla turystów. Co w niej takiego nie zwykłego?

Drewniana Stodoła, Kadyny.

Na początku konstrukcja podtrzymująca dach jest iście ” katedralna” wraz z drewnianą suwnicą ,która działa do dziś. Wewnątrz są składowane stare, z zamierzchłych czasów sanie, powozy, bryczki i  inne rzeczy związane z zaprzęganiem koni. Eksponaty są tu trzymane ,aby je później odrestaurować i sprzedać, głównie nabywcom z Niemiec.

Drewniana Stodoła, Kadyny.

Po zwiedzeniu czekał nas już tylko powrót do Elbląga wzdłóż nabrzeża Zalewu Wiślanego. Zapraszam na film z wycieczki jak i do obserwowania na Facebooku ,aby żadna wycieczka Cię nie ominęła.

Mennonicki Ślad

Było Oleśno oraz Aniołowo czas na ostatnią wycieczkę z cyklu szkoleń dla początkujących blogerów. Kolejny Diament Krainy Kanału Elbląskiego to wieś Władysławowo, w okolicach Elbląga. Startowaliśmy z elbląskiej starówki, gdzie w zamieszłych czasach trakty prowadziły ,aż do Władysławowa. Część tych dróg dalej istnieje, ale już tylko krótkim odcinkami poza granicami miasta. W ten piękny dzień ruszyliśmy rowerami wzdłuż kanału Jagielońskiego i Nogatu następnie drogą techniczną nr 7. Robiąc koło do Władysławowa ,gdzie dawniej granice miasta sięgały ,aż tu.

Władysławowo.

Menonnici, kto taki?

Na miejscu czekała na nas Ela Mieczkowska przewodnicząca inicjatywy “Mennonickich Inspiracji“. Była ubrana w inspirowany mennonitami strój. Dummnie ugościła nas w swoich skromnych progach. A gościniec był zacny, uginający się stół z dżemami, owocami , rogalikami, kompotem oraz przepysznymi naleśnikami z twarogiem i rodzynkami. No same pyszności dla takiego łasucha jakim jestem.

Ela Mieczkowska w stroju Mennonickim. Władysławowo.

Przy stole zajadaliśmy się jak prawdziwi Mennonici. Wsłuchiwaliśmy się w historię tego chrześcijańskiego wyznania wywodzącego się z protestantyzmu ,który z czasem żył tutaj na Żuławach. Nazwa pochodzi od założyciela Menno Simonsa. Dlaczego do nas przybyli?

Historia zaczyna się w Holandii w połowie XVI wieku skąd mennonici wyemigrowali z powodu nasilających się prześladowań. Jednym z państw gdzie się udali była Polska, która w tamtym czasie była jedna z najbardziej tolerancyjnych państw w Europie. Po dostaniu praw do ziemi, mennonici zaczęli osuszać ziemie, które wcześniej nie nadawały się do uprawy. Takie właśnie działanie ukształtowało widoczny do dziś krajobraz Żuław. Liczne kanały, wały, terpy, na których budowane były ich domy podcieniowe ,to ich znak rozpoznawczy.

Podczas robienia masła. Władysławowo.

Sami Mennonici cechowali się skromnością, pracowitością, uczciwością oraz łakomstwem. Dokładnie łakomstwem, ubustwiali tłuste mięsa, sery, twarogi oraz ciasta. Kto by nie lubił dobrze zjeść po dobrze wykonanej pracy? My jeszcze nie zaczęliśmy pracować,a już brzuchy pełne. Dlatego bez chwili namysłu zabraliśmy się za warsztaty.

Noś, trzep, kręć

Z oferty warsztatowej jest z czego wybierać. Można było się poczuć jak prawdziwy mennoita przywdziewając ubranie które nosili. Mogliśmy wydoić krowę, tu akurat plastikową, więc nikomu się krzywda nie stała. Ponosiliśmy wiadra z wodą za pomocą nosideł opartych na plecach .Spiłowaliśmy też drewno na ognisko metodą “moja-twoja” oraz wypraliśmy brudy za pomocą tary, wyżymaczki i magla. Oprócz prac domowych wykonywanych dawną techniką zabraliśmy się za makramy pod czujnym okiem specjalistki Martyny Mieczkowskiej.

Makrama.

Potrzeba nam było dużej cierpliwości do zrobienia masła. Bardzo szybko znikał wraz ze świeżutkim chlebem. Maślanka, która powstała po rozdzieleniu śmietany ,smakowała też nieporównywalnie do sklepowych odpowiedników.

Domowe masło. Władysławowo.

Po ciężkiej pracy nastał czas na obiad. Aby go skonsumować , udaliśmy się do pobliskiego Folwarku Żuławskiego. Jest to całkiem nowy dom podcieniowy na tle innych w tej okolicy. W nim samym są dostępne noclegi, ale przeważnie jest wykorzystywany do imprez weselnych lub bali. W nim podano nam kaczkę pieczoną oraz zupę klopsową.

Folwark Żuławski. Władysławowo.

Po obiedzie dane nam było jeszcze wrócić na chwilę do Pani Eli ,aby obejrzeć makietę wiatraka z Wiktorowa, niestety nie istniejącego już od 2001 roku. Zobaczyliśmy również artefakty z zamieszłych czasów, które udało jej się zgromadzić.

Makieta wiatraku w Wikrowie. Władysławowo.

Tak dzień atrakcji kończy się, a wraz z nim mój udział w spotkaniach dla początkujących blogerów. Coś się kończy coś się zaczyna. Już nie długo kolejne wycieczki i relację. Nie mogę się doczekać z wami się nimi podzielić ,a Ty?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Uwaga na Anioły

Są takie wsie w Polsce ,które swą nazwą zaskakują przejezdnych. Jedne śmieszą, drugie bawią, są też takie co swą nazwą przyciągają. Na północy Polski w Krainie Kanału Elbląskiego, mieści się mała wieś ,która dzięki nazwie zmieniła życie obecnych mieszkańców. Aniołowo swą nazwą przyciąga ,również przykuje wzrok przejezdnego. Już na początku wita nas znak niezwykły, ostrzeżenie. “Uwaga!!! nisko przelatujące ANIOŁY!”

Aniołowo

Zanim jednak zapukamy do drzwi Aniołowa startujemy z ronda w Elblągu ,by odrazu wspiąć się rowerami na górę nie byle jaką, do Przezmarka. Na niej mieści się Kościół Rzymskokatolicki pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, dumnie on patrzy na nas z góry. Po krótkiej przerwie na zdjęcia ruszyliśmy w dół. Cóż to była za jazda! Wciąż bez kręcenia korbą ,z widokiem na wiatraki oraz Jezioro Drużno.

Kościół Rzymskokatolicki pw. Podwyższenia Krzyża Świętego , Przezmark.

Historia skryta w ziemi

W Pilonie zjeżdżamy z drogi asfaltowej ,aby dalej podążać żółtym szlakiem rowerowym. Prowadzi on ,aż do Goryńa .ale my kończymy jego bieg w Aniołowie. Zanim jednak do niego dotrzemy na chwilę zatrzymujemy się w Weklicach. Bo historia tu też zostawiła swój ślad. Pierwsze przeprowadzone wykopaliska miały miejsce w 1925 roku ,ale dopiero od 1984 trwają intensywne poszukiwania historii. Na tym terenie znajdował się kiedyś cmentarz. Chłonęliśmy wiedzę z tablic informacyjnych, na szczęście eksponaty są niedaleko. Wszystkie znaleziska są składowane w Elbląskim muzeum archeologiczno-historycznym.

Weklice

Anioły na ziemi

Ruszyliśmy dalej do wsi tematycznej Aniołowo. Jak już wcześniej wspomniałem wita nas szczególny znak ,a tuż za nim widnieje mapa z wsią z naniesionymi na niej najważniejszymi aniołami. A cóż to za Anioły? A takie wystrugane w drewnie. Każdy gospodarz na swoim podwórku ma przynajmniej jednego. Podożając w głąb wsi dojeżdżamy do świetlicy, gdzie już na nas czeka istna diablica. Jest nią Halina Cieśla członkini “Stowarzyszenia Łączy Nas Kanał Elbląski“. Jest lokalną działaczką oraz sumienną prezeską “Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Aniołowo”. Przywitała nas lokalnymi przysmakami, ciastem z śliwkami, kompotem, ogórkami , chleb z smalcem oraz innymi smakołykami. Po posiłku czas na warsztaty.

Aniołowo

Pierwsze w kolejce były warsztaty z robienia słynnych ruchańców. Poznanie techniki wyrabiania oraz składników to był nasz cel na dziś. Jakieś czary się działy wtedy, ponieważ materiał filmowy z zmagań uczestników uległ zniszczeniu ,a sam przepis to za mało by stworzyć ten sam smak ruchańca. Nie ma rady trzeba przyjachać i zjeść na miejscu.

Aniołowo

Oprócz krzątanina się w kuchni były dostępne warsztaty z plecienia koronki oraz rzeźbienia w drewnie aniołów. Oczywiście nie zabrakło spaceru po wsi aby zobaczyć wszystkie anioły, jest ich aż 43. Czasem znalezienie ich nie jest łatwe ,ponieważ lubią się chować.

Aniołowo

Co roku organizowany jest zlot Aniołów. Przylatują z całego świata i jest ich naprawdę o wiele więcej. Do tego jeszcze miłośnicy aniołów przyjeżdżają i tak od 16 lat. Z roku na rok co raz więcej atrakcji towarzyszy spotkaniu.
Czas szybko leci w Aniołowie ,zjesz ruchańca i musisz wracać do domu.

Pamiętaj! Jedź powoli ,ponieważ może spotkasz jakiegoś przelatującego Anioła ?Jeśli nie ,to z pewnością spotkasz w Aniołowie .Do zobaczenia na “Zlocie Aniołów”. Ja się zjawię ,a Ty?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Magia Oleśna

W ramach projektu dla początkujących blogerów, zapoznaliśmy się z
ofertą Krainy Kanału Elbląskiego. W słoneczną, wrześniową sobotę
udaliśmy się jednośladami do wsi Oleśno. Na pierwszy rzut oka jest jak każda wieś w okolicy, ale im dłużej będziesz się przyglądał, tym więcej zobaczysz pięknego dziedzictwa kulturowego naszego regionu.

Stodolarnia, Oleśno

Ruszamy w stronę przeszłości

Cała wycieczka zaczęła się oczywiście w Elblągu ,bo gdzie indziej? Ledwie po paru minutach jazdy rowerami byliśmy już na pierwszym przystanku naszej wycieczki. Starym Menonicki cmentarz, schowany jest w małym lasku ( Uważajcie na trzmiele ,które zamieszkują przy wejściu !). Czasy świetności ma już za sobą, ale dzięki lokalnej społeczności nie niszczeje.

Cmentarz Mennonicki, Władysławowo

Dzięki uprzejmości przedstawicielki lokalnych Menonitów mogliśmy się dowiedzieć więcej o ich kulturze. Po dłuższej przerwie wypełnionej ciekawostkami ruszyliśmy dalej.

Kościół pw Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Jegłownik

Kolejny przystanek odbył się w Jegłowniku przy kościele. Jego bogato zdobione wnętrze przykuje każdy wzrok choć na chwilę.

Wnętrze kościoła, Jegłownik

Na trasie mijaliśmy ciekawe perełki architektoniczne ,które przykuwają wzrok przejezdnego takie jak ten dom w Ząbrowie.

Ząbrowo

Po drodze mijaliśmy remontowany kościół w Fiszewie. Zabytek ten
nieszczęśliwie spłonął w nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1948 roku, gdyby nie ta zbieżność daty z prima aprilis może stałby cały do dziś. Nie zatrzymując się jechaliśmy dalej, bo przecież nie on był naszym celem.

Oleśno wieś z pomysłem

Już w oddali było widać zarysy Oleśna. Chwilę później byliśmy na miejscu, na wejściu do Stodolarni przywitała nas Pani Marlena, lokalna przedstawicielka mieszkańców. Samo miejsce jest starą stodołą ,którą zamieniono na miejsce spotkań i bazę noclegową dla przejezdnych.

Stodolarnia, Oleśno

W ramach szkolenia, poznawaliśmy ofertę dla turystów Oleśna m.i.
lepienie własnoręcznie misek i tworzenie linorytów. W samym wnętrzu Stodolarni mieszkańcy składują stare przedmioty domowego użytku i nie tylko. Pozwalają one młodszym uczestnikom poznanie ich ,a retro kolekcjonerom zobaczyć prawdziwe perełki.

Oleśno
Stodolarnia, Oleśno

W samej wiosce można uczestniczyć w qestingu. Jest to zabawa
połączona z poznawaniem miejsca której dotyczy z rebusem. Nie tylko w Oleśnie jest dostępna. Po więcej informacji odsyłam na stronę : http://questing.pl/
To tylko część atrakcji w których można uczestniczyć w magicznym
Oleśnie ,bo wszystko zależy w jakiej porze roku odwiedzisz Stodolarnię.

Centrum Oleśna

Wszystkiego wam nie pokażę ,by zasiać ziarenko niedosytu. Trzeba
samemu odkryć duszę tego miejsca. Jest jeszcze wiele tu rzeczy, miejsc i ludzi do zobaczenia. Wsiądź na rower i odkrywaj ,ja na pewno tu wrócę nie jeden raz.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zielony szlak rowerowy Iława – Elbląg

Zielono mi. Szlak rowerowy Iława – Elbląg

Jest wiele szlaków rowerowych w Krainie Kanału Elbląskiego, a jednym z dłuższych jest zielony. Przejechałem go, ale zamiar miałem inny niż tylko go zobaczyć. Chciałem sprawdzić czy szlak rowerowy mnie poprowadzi do atrakcji po drodze oraz odpowie mi na pytanie – czy lepsza jest jazda bez przygotowania, czy jazda z planem ? Jak wyszła mi ta inspekcja? Zapraszam do lektury relacji.

W drodze do Iławy pociągiem.

“Ostry cień mgły”

Pewnie większość z was ten szlak rowerowy pokonała lub ma zamiar pokonać w odwrotnej kolejności niż ja, ale w tym właśnie tkwi niezwykłość tej wyprawy. Jadę “pod prąd” bo czasem droga ma dwa różne oblicza w zależności, z której nadjedziemy strony. Do Iławy przyjeżdżam pociągiem z Elbląga. W weekendy pociągi jeżdżą rzadziej, a z zamysłem przejechania całego zielonego szlaku rowerowego musiałem być na starcie w miarę wcześnie. Iława przywitała mnie gęstą, klimatyczną mgłą. Z okna pociągu nie widziałem dalej niż na kilka metrów, ale pewnie tu taki widok nie jest rzadkością z powodu bliskości Jezioraka. Na szczęście, wstające Słońce zaczęło powoli ogrzewać zmarźlaka, jakim jestem. W samej Iławie objechałem Mały Jeziorak, wokół niego jest poprowadzona ścieżka rowerowa wraz z deptakiem. Na chwilę zatrzymałem się przy ratuszu. Przy nim znajduje się punkt informacji turystycznej, niestety był zamknięty w niedzielę.

Kościół Przemienienia Pańskiego , Iława.

Tuż obok też znajdują się ciekawe obiekty – Kinoteatr “Pasja”, utrzymany w stylu neoklasycystycznym, wyróżnia się na tle innych budynków w okolicy. Obok niego, na górce, dumie prezentuję się kościół pw. Przemienienia Pańskiego.

Sam szlak rowerowy

zaczyna się na końcu ścieżki rowerowej miasta. Stan drogi w lesie jest w opłakanym stanie.

Na szlaku, okolice Iławy.

Przebijające się przez gęsty las promienie słoneczne oświetlały mi drogę, dzięki czemu uniknąłem niejednej dziury w asfalcie. W samym lesie znajduje się ścieżka edukacyjna, wykonana przez Nadleśnictwo Iława, wytyczona jest wraz z zielonym szlakiem rowerowym. Ścieżka ta jest zbiorem tablic informacyjnych o lesie, jego systemie, zwierzyny i innych tematach związanych z ekosystemem lasu. Po drodze, po swojej prawej, widzimy jezioro Kamionka, które przebłyskuje pomiędzy drzewami, są miejsca, gdzie można się zatrzymać i przyjrzeć się mu bliżej. Zanim jeszcze wyjdziemy z lasu mijamy także rzeźbę poświęconą leśnikom iławskim. W zależności od pory roku, będziecie w stanie podejść bliżej – mi się nie uśmiechało kąpać się w porannej rosie.

Rzeźba leśników iławskich.

W miejscowości Kamionka widzimy przez chwilę jezioro Szymbarskie, ale skręcamy w stronę Ząbrowa, oddalając się od niego. Przed miejscowością szlak rowerowy odbija w stronę lasu. Na jego skraju miałem małą zagadkę spowodowaną małym zgrzytem szlaków. Łączą się tu dwa zielone szlaki turystyczne, rowerowy i pieszy. Oba niestety nie prowadzą tą samą drogą i na jednym z drzew widnieje oznakowanie, które każe skręcić z powrotem w stronę Iławy. Dla spostrzegawczego turysty szlak jest oznaczeniem dla pieszych, ponieważ nie ma przy nim roweru. Dopiero na następnym drzewie widnieje znak roweru, który wskazuję drogę, aby dalej jechać prosto.

Drugi po Malborku

Gdy mijałem las i widziałem już między drzewami jezioro Szymbarskie, moim oczom ukazał się zamek w Szymbarku. Wysokie mury zamku dumnie się prezentowały w promieniach słońca. Na sam zamek nie można wejść. Jedynie przed główną bramą, można z pomocą kodów Qwerty, jest szansa odsłuchać materiał o Szymbarku i okolicach.

Ruiny Zamku, Szymbark.

Niestety, zamek wciąż po wojnie nie został należycie wyremontowany. Teren wokół niego jest w miarę uporządkowany, nie pochłania go las. Jednak łezka się w oku kręci, gdy widzi się, jak drugi po Malborku zamek gotycki niszczeje.

Jezioro tu i tam

Po obejrzeniu zamku z zewnątrz, ruszyłem w dalszą drogę ,która prowadziła przez różnej jakości nawierzchnie. Jadąc, nieraz mijałem stawy, czy też pomniejsze jeziora, aby w końcu dojechać do Siemian, gdzie z wieży widokowe można podziwiać Jeziorak.

Jeziorak.

Jezioro to jest najdłuższe w Polsce, więc nie dziwcie się jak nie dojrzycie jego początku i końca. Jest także szóstym największym, jeśli chodzi o powierzchnię, jeziorem w Polsce, więc widok licznych statków na wodzie oraz w przystaniach jest powszechny. Oprócz Iławy, dopiero tutaj będziecie mieli szansę zjeść coś ciepłego w lokalnych barach. Sklepów na szlaku rowerowym nie widziałem za dużo, tym bardziej miło było się zatrzymać i coś zjeść.

Kolejnym punktem na trasie będą położone na Kanale Elbląskim pochylnie, ale zanim to nastąpi, mijamy na szlaku rowerowym miejscowość Jerzwałd z licznymi tablicami informującymi, co kiedyś znajdowało się w okolicy. Miłe zaskoczenie z Jerzwałdu, zostaje zastąpione na nie miłą niespodziankę w okolicach Buczyńca. Jest nią, fatalny asfalt z licznymi dziurami.

Statkiem po trawie

Gdy już się minie most nad Kanałem Elbląskim, nawierzchnia się poprawia znacznie i dojazd do samej pochylni Buczyniec nie powinien sprawić problemu. Na miejscu możecie zastać tłumy, pełno autokarów oraz samochodów. Widok taki niech nikogo nie dziwi w szczycie sezonu. Pochylnia Buczyniec jest ostatnią od strony Elbląga stacją dla statków wycieczkowych pływających po pochylniach. Nie oznacza to, że nie można płynąć dalej, wręcz przeciwnie, od pochylni statkiem można się dostać do Ostródy czy też Iławy.

Pochylnia Buczyniec.

W Buczyńcu warta odwiedzenia jest też Izba Historii Kanału Elbląskiego.

Poznamy w niej historię samych pochylni i najbliższej okolicy. Po zwiedzaniu można coś zjeść w foodtracku, niestety nie można płacić kartą, może kiedyś to się zmieni. Udając się dalej, można zjeżdżać w dół drogą lub ścieżką przy pochylni ( mało przyjemne rozwiązanie), gdzie w sezonie mogą spacerować turyści. Dostajemy się na pole namiotowe. Można się rozbić, rozpalić ognisko, przenocować, a wszystko za darmo. Kiedyś to miejsce było w lepszym stanie, ale nie ma co narzekać, trawą nie zarasta.

Wózek , Pochylnia.

Ruszając dalej, będziemy mijać na szlaku rowerowym kolejne pochylnie. Od Buczyńca kierujemy się w stronę Kątów, mijając po drodze zabytkowe kocie łby, tak nielubiane przez rowerzystów. Dalej, jadąc wzdłuż Kanału Elbląskiego po płytach oraz szutrach, mijamy pochylnie Oleśnica oraz Jelenie. Możemy trafić akurat na pracujące pochylnie, aby z bliska zobaczyć je “w akcji”. Na dole pochylni Oleśnica można zobaczyć akwedukt, który niestety jest ukryty i z drogi ciężko go dojrzeć, więc łatwo przegapić tę atrakcję. Dojeżdżając do parkingu przy pochylni Jelenie, można się zatrzymać na specjalnym miejscu do odpoczynku. Oprócz Buczyńca i Kątów, to jedyne takie miejsca postojowe na szlaku przy pochylniach. Tak oto z wysokości 97m npm zjechaliśmy do poziomu 13,8 m npm, a zjedziemy jeszcze niżej, ale zanim to nastąpi, czeka na nas jeszcze parę górek do pokonania.

Poniżej poziomu

Po wypoczynku na ostatnim miejscu postojowym możecie zauważyć, że szlak rowerowy prowadzi w stronę Jelonki. Kanału Elbląskiego już nie zobaczymy, więc to ostatnia szansa na zrobienie przy nim zdjęcia. Komfort jazdy znacząco się poprawia z powodu wjechania na asfaltową ścieżkę rowerową. Oprócz jednego przejazdu przez drogę, gdzie za wysoki krawężnik nie pozwala bezpiecznie zjechać, a z drugiej strony podjechać do ścieżki rowerowej, nie powinniście mieć problemu z dojazdem do Kwietniewa. Po drodze mijamy znaczne wzniesienia, zwłaszcza koło Rychlik można się zmęczyć. W nich samych obok drogi mijamy kościół rzymskokatolicki pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Wzniesiony jest na górze, którą pokonać musiałem tak jak i kilka innych dłuższych oraz krótszych odcinków drogi zanim dotarłem do końca ścieżki rowerowej w Kwietniewie.

Warto się zatrzymać w jakimś sklepie spożywczym,

polecam zakup prowiantu w Jelonkach, bo od Rychlik do najbliższego sklepu, który na pewno będzie otwarty, jest około 30 km. Jak już wspomniałem, są liczne górki, a później prawdopodobnie wiatr na Żuławach, szybko może nas wyczerpać, więcej lepiej mieć coś na doładowanie energii.

Koniec jazdy przyjemną ścieżką rowerową, kończę w Kwietniewie, gdzie obok kościoła rzymskokatolickiego pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z 1350 roku skręcam na nowy asfalt prowadzący do Świętego Gaju. Jak ta droga wyglądała przed przebudową można zobaczyć w moim krótkim filmie Latarkowy wtorek – Rychliki – Kwietniewo – Święty Gaj . Teraz jest nie do poznania, na szczęście widok na Święty Gaj i Żuławy został niezmieniony.

Widok przed Świętym Gajem.

No jedynie mogło pojawić się więcej wiatraków na horyzoncie, bo ostatnio coraz więcej ich w okolicy, znak czasu. W Świętym Gaju, przy drodze, jest ołtarz polowy, symboliczne postawiony na pamiątkę męczeńskiej śmierci Św. Wojciecha, która właśnie tutaj mogła mieć miejsce. Niestety nie znajdziemy żadnej tablicy informacyjnej na miejscu, jedynie zaniedbany ołtarz wraz z drogą krzyżową. Tablica znajduję się przy sanktuarium św. Wojciecha, ale szlak rowerowy nie jest poprowadzony do niego, a więc łatwo przegapić dawkę wiedzy o tym miejscu.

Zjeżdżając do Starego Dolna będziemy mieli już wszystkie górki na szlaku rowerowym za sobą, zaczną się płaskie Żuławy. Jadąc ze Starego Dolna do Gronowa Elbląskiego drogę pokonuję otoczony przez wszechobecne pola oraz płaską, nie kończącą się prostą drogę.

Z Gronowa Elbląskiego kierujemy się na Jegłownik, w którym możecie zobaczyć kościół pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Więcej o nim samym możecie się dowiedzieć z relacji Benity.

Jak Żuławy, to nie sposób nie wspomnieć o Mennonitach,

zwłaszcza, że w pobliżu szlaku znajduje się cmentarz z zachowanymi nagrobkami. Kim byli i, co tu robili możecie się dowiedzieć z wpisu Mennonicki Ślad. Po wjechaniu do Władysławowa, naszym oczom prezentuje się nowo wybudowany dom podcieniowy.

Mennonici
Dom Podcieniowy. Władysławowo.

Jest to budowla jedynie wzorowana na domach bogatych osadników olęderskich, ale i tak robi wrażenie. Zaraz obok niego znajduje się gospodarstwo, na którym działa Mennonickie Inspiracje. Brak oznaczeń może utrudniać zorientowanie się, że działa tu ciekawe gospodarstwo rekreacyjne, bo z zewnątrz ciężko dojrzeć na nim jakieś znaki działalności turystycznej.

Tak zbliżamy się do końca szlaku.

Do pokonania mamy jego ostatni kawałek. Kawałek nie byle jaki, bo wzdłuż Nogatu, który odwdzięcza się nam pięknym widokiem rzeki i drogi wzdłuż niego. Na samym początku tej drogi widokowej, wjeżdżamy na wrota przeciwpowodziowe, jego potężne bramy strzegą okolicy przed zalaniem. Jest obiektem historycznym, wciąż działające wrota strzegą Żuławy i Elbląg przed ewentualnym zalaniem wodami Nogatu oraz jest ulubioną miejscówką tutejszych rybaków.

Po zjechaniu z wału mijamy pomnik dla więźniów Stutthof, którzy ten wał budowali. Tak docieramy do końca szlaku ,który się kończy obok nieistniejącej Kolei Nadzalewowej.

Zielono ale czy na pewno?

Zielony szlak rowerowy w Krainie Kanału Elbląskiego na pewno jest warty polecenia, warto pokonać go w ciągu dwóch, trzech dni. W jeden dzień też można to zrobić, ale tej opcji nie polecam, za mało czasu na zwiedzanie, robienie zdjęć oraz spokojne delektowanie się okolicą.

A jak się sprawdził szlak jeśli chodzi o jazdę bez sprawdzenia atrakcji w jego pobliżu?

Widok z trasy.

“Jest dobrze, ale mogło być lepiej” – tak najlepiej można ocenić szlak rowerowy, jeśli chodzi o oznaczenia atrakcji turystycznych. Najważniejsze miejsca mamy tuż obok szlaku, więc nie powinniśmy narzekać na brak dostępu do atrakcji.

Niestety, klika z nich mijamy nieświadomi ich istnienia, czasem wystarczy lekko odbić ze szlaku, aby zobaczyć ciekawe miejsce lub atrakcję turystyczną na przykład wieżę widokową w Zalewie, domy podcieniowe, ruiny.

Nie jest to jakiś rażący problem, zwłaszcza, że zachęca to do ponownego odwiedzenia Krainy Kanału Elbląskiego i odkrywania pominiętych miejsc. Jednak, jeśli nie poszukamy informacji, to nawet nie będziemy wiedzieli o ich istnieniu, co już jest problemem.

Zatem, czy planowanie co chcę się zobaczyć podczas podążania szlakiem czy jazda bez planu jest właściwsza?

Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Jedni chcą odkrywać miejsca i czekać, aż widoki ich oczarują, a inni chcą “zaliczyć” tylko miejsce, aby to, co widzieli na zdjęciach zobaczyć na żywo. Do której grupy należysz? A może jedziesz na szlak z innego powodu?

Jak już przeczytałeś to zapraszam na inne wpisy. Jak się relacja podobała, możesz mi postawić ” kawę” dla Ciebie jedna kawa dla mnie wsparcie w dalszy rozwój bloga oraz filmów na YouTube. A i “Dzięki”, że tu byłeś zostaw po sobie ślad abym wiedział, że ktoś moje wypociny czyta 😀

Postaw mi kawę na buycoffee.to